Loading...

piątek, 13 maja 2011

Piotr Listkiewicz: Z Panem Bogiem za pan brat (pisze się...)

[...] Następnym aspektem uczciwego życia mocno podkreślanym w bajkach jest utrzymywanie się z własnych dochodów. Mistyczna gnoza mówi, że obowiązkiem człowieka jest stać na własnych nogach i nie być zależnym od dobroczynności innych. Każdy grosz, który otrzymuje od kogoś, będzie musiał być spłacony w jakiś sposób w tym życiu lub w przyszłym. Wszystko w tym universum ma swoją cenę, dlatego człowiek zawsze musi w końcu zapłacić za to, co otrzymał. To samo ukazują bajki i przysłowia. Żaden weksel nie może pozostać niespłacony i choć w bajkach odmalowane to jest z wielką, a czasami nawet groteskową przesadą, to jednak te straszliwe konsekwencje, które ponosi dłużnik, mają dobrze wbić w głowy słuchaczy zasady właściwego i uczciwego postępowania.

Z moralnego punktu widzenia nie ma niczego gorszego od zdobywania majątku w sposób nieuczciwy, ponieważ zazwyczaj odbywa się to kosztem innych ludzi. Aby równowaga Natury została zachowana, jeśli ktoś chce mieć więcej, to drugi musi mieć mniej, czyli jeden traci, drugi się bogaci - jak powiada przysłowie - ba, w rzeczywistości wielu innych musi mieć mniej, żeby jeden mógł się wzbogacić. Rzecz nie polega na wydrukowaniu większej ilości banknotów - jak to sobie niektórzy naiwni wyobrażają - a dobra materialne mają swoje granice i nie rodzą się w jakiś cudowny, nadprzyrodzony sposób, lecz krążą nieustannie z rąk do rąk. Za bogactwem zawsze gdzieś stoi człowiek i jego trud, dlatego w bajkach tak ostro piętnowany jest wyzysk wszelkiego rodzaju i tak potworne kary oczekują chciwców. Bóg temu odpłaci, kto się z cudzego bogaci - ostrzega przysłowie. [...]

[...] Nieuczciwość rodzi się również w procesie nabywania, rozwoju i prób spełniania pragnień. Bajki ukazują wyraźnie, że pragnienia powstają wtedy, gdy człowiek nie godzi się ze swoim losem, kiedy chce czegoś więcej, nie chce być tam, gdzie jest, odgrywać takiej roli, jaką mu przeznaczono, być kimś i mieć coś, na co sobie ani nie zasłużył, ani nie zapracował, czyli - jak mówi przysłowie - zawsze tego chce się, czego nie można. Powstawaniem pragnień rządzi ego człowieka, które zawsze chce się wydostać na piedestał - chce być lepszym i lepiej widocznym od innych. Kiedy komu dobrze, to chce jeszcze lepiej, nie zdając sobie sprawy z faktu, że kto wiele chce, ten mało ma. Zła macocha koniecznie chce bogato wydać za mąż swoje szpetne i głupawe córki, pomiata więc biednym Kopciuszkiem zmuszając do ciężkiej pracy ponad siły i ukrywając jej piękność pod osłoną mroku i łachów przed przewijającymi się przez dom konkurentami. Tymczasem zarówno pokorny Kopciuszek, jak i Głupi Jasio są postaciami pozbawionymi wielkich aspiracji. Godzą się z losem i zadowoleni są z tego minimum, które mają. Cieszą się samym życiem, a nie jego zewnętrzną obwolutą, dlatego nie chcąc od niego niczego, otrzymują wszystko, co ten świat ma do zaoferowania oraz dużo więcej, bo bogactwo duchowe. [...]

[...] W bajkach im ktoś jest szlachetniejszy, tym mniejsze posiada potrzeby, a pragnień nie ma żadnych poza jednym, którym jest tęsknota za Ojczyzną, za Domem, za Ojcem. Te początkowo niejasne tęsknoty i marzenia przybierają coraz wyraźniejsze i coraz bardziej realne kształty. Ojczyzna i Dom symbolizują Boskie źródło, z którego pochodzi dusza, zaś Ojciec to Bóg, którego ona jest dzieckiem. Ktoś taki jest coraz bardziej odporny na blichtr tego świata i na tandetne błyskotki, które ma do zaoferowania. W odróżnieniu od innych nie zadowala go zbieranie muszelek na plaży, lecz chce głęboko nurkować w poszukiwaniu tej jednej jedynej, najcenniejszej perły. Dlatego wtedy, gdy jego bracia bawią się, wojują, handlują, zdobywają ziemskie bogactwa i żenią się z pięknymi acz bardzo ziemskimi pannami, Głupi Jasio woli się bawić w popiele lub słuchać dźwięku fujarki na błoniach pod lasem. Jest wtedy sam ze sobą, a skupiając się na spokojnych czynnościach, łatwo mu przychodzi wejście w siebie i szukanie wewnętrznego skarbu. [...]

[...] W bajkach diabeł jest symbolem i synonimem umysłu, i chociaż bajki słowiańskie malują go jako przewrotnego złośliwca, który staje na głowie, żeby popsuć duszy szyki poprzez kuszenie do złego i namawianie do nieuczciwości, to jednak sam jest zawsze na swój sposób uczciwy. Jest to bardzo charakterystyczny aspekt nauk, które wyjaśniają, że wszystkie siły universum - zarówno negatywne, jak i pozytywne - są doskonale sprawiedliwe, a więc i doskonale uczciwe. O ile jednak siły pozytywne ciągną duszę do wewnątrz na spotkanie Boga, czyli daleko poza zasięg wszelkich pokus, niesprawiedliwości i nieuczciwości - zadaniem sił negatywnych jest ściąganie jej w dół, do świata, usidlanie i zatrzymywanie w postępie duchowym. Zagadnienie to staje się o wiele bardziej jasne i zrozumiałe, gdy weźmiemy pod uwagę, że diabeł jest również stworzeniem Bożym i to co robi jest niczym innym jak wypełnianiem jednej z części Boskiego planu. [...]

[...] Bajki w pewnym sensie bezkompromisowo dyktują zasady moralne i w związku z tym na temat dobra i zła mają bardzo jednoznaczne poglądy, będąc w całkowitej zgodzie z mistyczną gnozą, która mówi, że natura dobra i zła jest obiektywną rzeczywistością, będącą wartością stałą jak kosmos długi, szeroki i głęboki. Podobnie jak grawitacja, moralność jest jednym z fundamentalnych praw istnienia. Dlatego sumienie, ten nasz osobisty, a mimo to obiektywny kompas moralny, daje nam zawsze właściwą odpowiedź. Osobiste preferencje każdego z nas są tu całkowicie nieistotne i nie mają wpływu na funkcjonowanie kompasu moralnego na takiej samej dokładnie zasadzie jak czyjaś koncepcja, gdzie leży biegun północny, w najmniejszym nawet stopniu nie wpływa na wskazania magnetycznej busoli. I tak właśnie powinno być - pisze Brian Hines w książce "Życie jest sprawiedliwe" - Jeżeli zgubiłeś się w gęstym lesie, wymagasz od kompasu, żeby ci pokazał, gdzie północ naprawdę jest, a nie tam, gdzie tobie się wydaje, że powinna być. Twój problem polega na tym, że nie wiesz, gdzie jesteś i w której stronie jest twój dom. Potrzebne ci jest urządzenie nawigacyjne zupełnie niezależne od twojej ignorancji. Bowiem, gdyby sumienie mówiło nam za każdym razem to, co w danej chwili nam pasuje i chcemy usłyszeć, to upodobniłoby się do kompasu, który wskazuje północ tam, gdzie nam się wydaje, że ona jest, a nie tam, gdzie jest ona naprawdę. Poleganie na tak stronniczym urządzeniu prowadziłoby prosto na manowce i po paru razach już nikt nie miałby do niego zaufania. Gdyby prawda dopasowywała się do osobistych opinii, a nie opierała na obiektywnych realiach, ludzka egzystencja byłaby nie do zniesienia. Chociaż wielu ludzi uważa, że Einstein udowodnił jakoby wszystko było względne, to jednak jego teoria ukazuje coś zupełnie innego, a mianowicie, że istnieje konkretna obiektywna rzeczywistość, która leży u podłoża zjawisk, lecz ta rzeczywistość może wydawać się inna w zależności od czyjegoś względnego punktu widzenia. A to oczywiście zupełnie zmienia postać rzeczy. [...]

[...] Słowiański folklor bezlitośnie odziera z wszelkiej świętości zarówno instytucję kościelną, jak i jej symbole w postaci budynku kościoła, kościelnego cmentarza, kościelnych ceremonii oraz samą osobę dobrodzieja, co odzwierciedla się w wielkiej ilości nie zawsze cenzuralnych przysłów oraz w wielu bajkach. Społeczność wiejska bierze tu prawdopodobnie odwet za dziesięciny oraz "świętopietrze", przy pomocy których pleban bez pardonu obdzierał pańszczyźnianych chłopów z ich skromniutkich plonów. Ludzie dobrze pamiętali tłustego na ogół duszpasterza, który chodził po polu i wybierał co "tłustsze" snopki zboża, nie przejmując się zupełnie, że w tej rodzinie właśnie narodziło się kolejne, piąte dziecko i że być może właśnie dla niego zabraknie chleba na przednówku. Na księży zbiór szyje diabeł wór - powiada przysłowie ukazując chciwość, zachłanność i nienasycenie duchowieństwa.

Lud dobrze się orientował, co w trawie piszczy i wszyscy w okolicy wiedzieli, co się dzieje na plebani. Niezdrowe i zabronione zainteresowania odzwierciedlają się w przysłowiu: Kto o czym, a ksiądz o Magdzie i innych o wiele mniej cenzuralnych. We wsi ksiądz był na pierwszej linii i reprezentował Kościół, jeżeli zatem nie dawał dobrego przykładu parafianom, zgodnie z przysłowiem, że dobry przykład to połowa kazania, to znaczenie Kościoła również upadało. Niektórzy gospodarze czasami jeździli z prowiantem do zlokalizowanych tu i ówdzie pomiędzy wioskami klasztorów i widzieli, a jeszcze częściej domyślali się niejednego. Dlatego osobę duchowną traktowało się lekceważąco i choć wszyscy składali ręce, chodzili do kościoła, modlili się i dawali należną daninę, to jednak nie było w tym ani krzty prawdziwej pobożności.

Trudno się zatem dziwić, że w bajkach i przysłowiach Bóg i Kościół to dwa bardzo czasami od siebie odległe zagadnienia. Doprawdy zaskakujące są opisy bezkarnych harców diabelskich po kościele oraz znak równości pomiędzy duchownym a diabłem. A oto dowody: Co ksiądz zbiera, to czort zabiera, gdzie ksiądz swata, tam diabeł ślub daje, gdzie się księża wdają, tam i diabeł się wmiesza, ksiądz diabła wypędzi, a sam za dziesięciu diabłów stanie, krzyż na piersiach, a diabła ma na sercu - to jedynie mała garść z przysłów, które o tym mówią. Gdyby niewłaściwe zachowanie duchowieństwa zdarzało się sporadycznie tu i ówdzie, to naturalnie nie byłoby inspiracji do uwieczniania tego w przekazach ludowych. Tymczasem, ponieważ istniejące do dziś bajki i przysłowia są spuścizną wieków z olbrzymich i różnorodnych etnicznie obszarów dawnej "Rzeczpospolitej obojga narodów", mamy prawo wnioskować, że były to praktyki powszechne. [...]

[...] Folklor ma specyficzny stosunek do modlitwy, niejednokrotnie kpiąc sobie z modlących się duchownych, których ze względu na obłudę i różne inne przywary często łączono z diabłami. Świadczą o tym takie przysłowia jak: Choć człek podły, przyjmij Panie modły! Kto się wiele modli, ten za mało robi lub Modli się pod figurą, a diabła ma za skórą. Niewątpliwie powodem była przysłowiowa obłuda klasy kapłańskiej, która nawet modlitwę wykorzystywała do swoich samolubnych celów zapewne kierując się zaleceniem przypisywanym św. Pawłowi w jednym z listów, które zamieniło się w znane ksiądz z ołtarza żyje. Jeżeli ludzie nakazujący modlitwę po wstaniu z klęczek robili rzeczy niegodne osoby duchownej, to ani oni sami, ani modlitwa przez nich uprawiana, ani miejsce, gdzie się modlili, nie cieszyły się szacunkiem wiernych. Stosunek tradycji ludowej do modlitwy wywodzi się z mistycyzmu, który nazywa rzeczy po imieniu i taką modlitwę, jaką religia zaleca ludziom, ukazuje we właściwym świetle. [...]

[...] Niezależnie od tego, jak żarliwie człowiek modli się o materialne sprawy, Bóg i tak robi swoje, dając mu tylko to, co uważa za stosowne dla jego dalszego rozwoju. Boga nie można oszukać, przebłagać, ani przekupić jakąś obietnicą. Są natomiast inne siły, które z wielką ochotą i gorliwością spełniają ludzkie zachcianki - siły negatywne universum. Mistycyzm mówi, że Natura spełnia najskrytsze pragnienia i marzenia, dając odpowiedni odzew na każdą ludzką chęć i na każdą modlitwę. Jest do tego zobowiązana prawem przyczyny i skutku, które mówi, że każde pragnienie, czyli wytworzona przez ludzki umysł przyczyna, musi się objawić w postaci spełnienia, czyli realizacji skutku.

Jest to jednak niebezpieczna gra, bo o ile człowiek ma pewien wpływ na powstanie pragnienia w czasie i przestrzeni - na przykład może, ale nie musi zapragnąć czegoś właśnie w tej chwili - to jednak nie ma on wpływu na jego spełnienie. Spełnienie może przyjść od razu, nawet prędzej niż sobie życzono; może przyjść dokładnie wtedy, gdy oczekiwano, ale może równie dobrze przyjść dopiero po latach, gdy to spełnienie nie będzie już do niczego potrzebne, a nawet może sprawić kłopot. Na przykład dziecko upragnione i oczekiwane w młodości, może się urodzić rodzicom w późniejszym wieku, gdy to pragnienie już dawno wygasło, a inni ludzie mają już wnuki. Spełnienie pragnienia może również przyjść nie w tym wcieleniu, lecz po upływie epok w ziemskim wymiarze czasu, sprawiając człowiekowi przyjemną lub przykrą niespodziankę. Gnoza mówi, że pragnienia i spełnienia pracują na identycznej zasadzie jak popełnianie i spłacanie karmy, w myśl przysłowia: Pan Bóg nierychliwy, ale sprawiedliwy. [...]

[...] Człowiek zauważył, że wiele jego próśb się spełnia i zasługę przypisał Bogu. Stąd powstała wiara w skuteczność modlitwy, która stała się jednym z filarów religii. Nie chodzi tu jednak o indywidualną modlitwę uprawianą w zaciszu domowym, lecz o tą w świątyni, odmówioną przez kapłana "w intencji", za którą wierny ma zapłacić, bo dopiero wtedy posiada ona wartość i moc. Jednym słowem, paradoksalnie zaczęto wierzyć w tego, który spełnia ludzkie materialne zachcianki, czyli zrobiono niewymowną przysługę i przyjemność Szatanowi. Przy okazji prawdziwy Bóg Ojciec z jednej strony zjechał na łeb na szyję o kilka pięter w dół, z drugiej zaś - będąc cały czas w człowieku - oddalił się w jego świadomości bardzo daleko. Szatana utożsamiono z Bogiem i zrobiono z niego złotego cielca, zaś nierozumiany Bóg poszedł po prostu w odstawkę. Oto w jaki sposób Szatan wyprowadza ludzi w pole przy pomocy religii, która rzekomo chce jak najlepiej.

Jak widać zatem, modlitwa uprawiana w najlepszej wierze i pod wpływem szlachetnych motywów najczęściej prowadzi w labirynt umysłowych spekulacji oraz prosto w pułapkę błędnego koła narodzin i śmierci. Dlatego warto skorzystać ze spostrzeżeń mistycyzmu, który bardzo wyraźnie kreśli granicę pomiędzy pragnieniami właściwymi i niewłaściwymi oraz pomiędzy tym, o co się warto i trzeba modlić a tym, o co nie wolno się modlić. Jest to bowiem tak, jakby człowiek napisał dwa listy, zaadresował do dwóch różnych osób, a następnie pozamieniał koperty. Modlitwa o zmiłowanie nad duszą nie może być spełniona przez Szatana, bo to nie jego specjalność, zaś spełnianie przyziemnych zachcianek nie interesuje Boga. [...]

5 komentarzy:

  1. Jestem szczęśliwy, poniważ znalazłem kogoś kto tak samo myśli a jeszcze ubrał to w słowa i bardzo jasno wyraził. naprawdę warto życ aby spotkac cos takiego.
    z uszanowaniem
    Zenon

    OdpowiedzUsuń
  2. To dobrze,że są ludzie ,którzy myślą tak samo jak ja.Beti z Polski.

    OdpowiedzUsuń
  3. Cały czas jest "pisze się", a ja już nie mogę się doczekać kiedy będę mogła przeczytać całość...

    OdpowiedzUsuń
  4. Wdzieczna przeznaczeniu za natkniecie sie na Pana tworczosc,odczucie ze odnalazlam "dom "

    OdpowiedzUsuń